Opowiedz nam słowem wstępu o sobie i Twojej marce.

Na wstępie chciałabym Ci bardzo podziękować za zaproszenie do tej rozmowy. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie, bo mimo, że jestem mamą i wiem, że mogę wszystko, to nie zawsze mi się to udaje 🙂 Mam 31 lat i jestem mamą dwóch, cudownych córeczek Anieli i Dobrawy. Aniela w tym roku skończyła 4 lata, jest delikatna i bardzo wrażliwa. Dobrawa w grudniu skończy 2 lata i jest całkowitym przeciwieństwem starszej siostry. Z wykształcenia jestem bibliotekarzem / archiwistą, a spełniam się prowadząc własną markę z akcesoriami dla dzieci, Malinova Anielova.

Od jak dawna Malinova Anielova jest na rynku? Czym się zajmuje? Czy wszystkie produkty są ręcznie szyte?

Malinova Anielova została powołana do życia w listopadzie 2015 roku. Jednak w latach 2017-2018 miałam kilkunastomiesięczną przerwę w prowadzeniu działalności. Oferuję wyjątkowe produkty do zabawy dla dzieci oraz funkcjonalne akcesoria do dziecięcego pokoju. Aktualnie w sprzedaży dostępne są pokrowce na krzesła, które imitują kuchnię do zabawy, obrusy na stół, dzięki którym w kilka chwil stworzysz niepowtarzalny domek pod stołem, kosze na zabawki, pufy – pokrowce do przechowywania m.in. maskotek, plecak 2w1 – idealny na krótkie wypady za miasto lub długie wakacyjne wędrówki.
Tak, wszystkie produkty są szyte ręcznie, w Polsce. Do ich produkcji używam naturalnych materiałów pochodzących od polskich producentów. Sama prowadzę biznes, więc staram się wspierać inne polskie firmy.

Opowiedz nam o tym jaka była Twoja droga do tego miejsca w którym jesteś w tym momencie?

Oj, moja droga była pełna zakrętów, remontów, zamkniętych przejazdów, objazdów i zmian tras. Zaczynałam, gdy moja starsza córka miała niespełna 4 miesiące. Z perspektywy czasu, wiem że była to swego rodzaju odskocznia od codziennych obowiązków. Zawsze byłam bardzo aktywna zawodowo. Lubiłam, gdy dużo się działo, dużo i różnorodnie. Macierzyństwo postrzegałam jako kolejny projekt do zrealizowania. Bardzo tego pragnęłam, wyobrażałam sobie sielskie obrazki, długie spacery i wszystko to, czym karmią nas media przedstawiając obraz matki. Wyobraź sobie moje zaskoczenie, wręcz szok, gdy okazuje się, że tak naprawdę to nie Ty jesteś kierownikiem tego projektu! Twój project menager leży obok Ciebie, bezbronny, całkowicie od Ciebie uzależniony, ale to on tutaj dyktuje warunki 🙂 Wybacz mi to powierzchowne porównanie, ale właśnie tak się wtedy czułam. Te pierwsze miesiące były dla mnie przyzwyczajaniem się do myśli, że to nie ja mam nad dzieckiem kontrolę, ale dziecko nade mną. Aniela była i jest cudownym dzieckiem, bardzo wrażliwym. Zawsze taka była, do tego dochodziły inne, na szczęście przejściowe, problemy. Karmienie piersią, które przed porodem wydawało mi się banalne, okazało się ciężką przeprawą kajakiem przez wzburzone morze. Zmęczona i sfrustrowana, że to (macierzyństwo) nie wygląda jak w telewizji czy na profesjonalnych sesjach zdjęciowych, podjęłam decyzję, że muszę czymś zająć myśli, by nie zwariować. Muszę zacząć działać. I tak powstała Malinova Anielova. Nazwa miała łączyć w sobie nasze, moje i córki, imiona. W tym projekcie miałam odzyskać kontrolę, w tym obszarze miałam nad wszystkim panować. Niestety nie miałam oryginalnej oferty. Powielane wszędzie wzory, kolejne kocyki w milionie innych.
Firmę prowadziłam aktywnie do maja 2017 roku, gdy okazało się, że jestem w kolejnej ciąży. Wtedy też postanowiłam zawiesić działalność, a tak naprawdę to dziecko o tym zadecydowało. Utrzymanie ciąży od samego początku stało pod znakiem zapytania, więc jakakolwiek aktywność, inna niż skupienie się wtedy na sobie i dziecku, nie wchodziła w grę. Długo zwlekałam z powrotem do prowadzenia działalności. Chciałam na spokojnie przeżyć początki podwójnego macierzyństwa. Dać sobie czas, by sprawdzić, czy faktycznie brakuje mi tego zajęcia. Chciałam mieć pewność, że wrócę do robienia czegoś, co daje mi radość, a nie frustruje. Dlatego nie było mowy o jakimkolwiek przymusie.
Przerwa trwała 15 miesięcy, decyzję o powrocie podjęłam po 14 🙂 Oczywiście już wcześniej co jakiś czas zastanawiałam się nad tym, czy jest sens znowu zaczynać? Jednak czułam, że coś mnie do tego ciągnie, że to takie moje (teraz już) trzecie dziecko. A z dzieckiem trzeba być na dobre i złe 🙂 Gdy Dobrusia skończyła 6 miesięcy, zaczęłam intensywniej rozważać powrót na rynek branży dziecięcej. Czas, który upłynął od momentu zawieszenia działalności, pozwolił mi dojść do konkretnych wniosków. Byłam już pewna, że jeśli postanowię wrócić, to muszę zdecydować się na inny asortyment. Kolejny start z kocykami, ochraniaczami do łóżeczek, wkładkami do wózków, które oferuje mnóstwo innych firm, był wykluczony. Wiedziałam, że aby mieć szansę dotrzeć do klientów, muszą to być produkty wyjątkowe.
Skupiłam się na obserwacji naszej codzienności, w poszukiwaniu inspiracji. Druga ciąża oraz jej nieoczekiwany przebieg, był dla mnie impulsem do wielu zmian. Przewartościowałam swoje życie. Najważniejsze stało się „być” a nie „mieć”. Możesz w to wierzyć lub nie, ale po powrocie do domu z noworodkiem, wyrzuciłam lub rozdałam ogromną ilość rzeczy, które nagromadziłam przez lata. Aktualnie
moje ubrania w garderobie zajmują mniej miejsca niż mojego męża 🙂 Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że stałam się minimalistką. A może wciąż się nią staje, bo co jakiś czas zaczynam odczuwać przytłoczenie otaczającymi mnie przedmiotami.
Kiedyś na jednej z grup dyskusyjnych, ktoś zadał pytanie „Jak zostać minimalistą?” Moja odpowiedź jest
jedna „Minimalizm zaczyna się w głowie”. Daleko mi jednak do bycia ascetką. Lubię rzeczy ładne, nie odmawiam sobie również mniejszych i większych przyjemności. Natomiast najlepiej funkcjonuję w uporządkowanej przestrzeni, wolnej od przypadkowych przedmiotów.

Skąd pomysł na tak nietypowy biznes?

Eksperymentując podczas pierwszego podejścia do prowadzenia biznesu, zainspirowana pomysłami z zagranicznych serwisów internetowych, stworzyłam dla Anieli domek zakładany na stół. Nie mogłam sobie wyobrazić rozłożonego 24/7 tipi w naszym salonie, a to właśnie w salonie spędzamy wspólnie zdecydowaną większość naszego czasu. Musiałam znaleźć kompromis, mając w pamięci własne dzieciństwo, które w deszczowe dni spędzałam pod stołem, nakrytym kocami i ciężkimi książkami, które za zadanie miały te koce utrzymać w ryzach. Bawiłaś się w bazie? Domki – obrusy to właśnie mój sposób na bazę. Uszytą z oddychającej bawełny, wiązaną, by utrzymać się w miejscu.
Dlaczego postanowiłam wprowadzić je do oferty Malinova Anielova? Pamiętam kilka deszczowych dni w lipcu zeszłego roku. Akurat w przedszkolu była wakacyjna przerwa. Siedziałyśmy we trzy w domu, szukając sposobów na zabawę. Istotnym faktem tutaj jest obecność kilkumiesięcznej Dobrusi, którą jeszcze wtedy karmiłam piersią, a w czasie jej drzemki musiałam zadbać o stosunkowo spokojną zabawę Anieli. Po raz kolejny w tygodniu wyciągnęłam wtedy z szafy złożony domek. Uszyty był z nędznej jakości bawełny, która akurat zalegała w domu, a i tak służył nam już ponad 2 lata. Nałożyłam go na stół, do środka wrzuciłam poduszki, Aniela wzięła lalki, kubeczki i zajęła się zabawą. Nie ma nic lepszego niż popołudniowa herbatka w pałacu księżniczki, prawda? 🙂
Leżałam na kanapie, karmiąc Dobrawę i patrzyłam na pochłoniętą odgrywaniem roli mamy Anielę. W tym momencie mnie olśniło! Przecież to jest to, nad czym myślałam w ostatnich tygodniach! Produkt, który na polskim rynku nie jest ogólnodostępny w regularnej sprzedaży. Produkt, który spełnia marzenie dziecka o własnym domku, nawet jeśli w mieszkaniu nie masz miejsca na tipi. Produkt, który w końcu spełnia również moje oczekiwania, jako matki i minimalistki. Jest funkcjonalny, bezpieczny i nie zagraca mieszkania, gdy dziecko akurat ma fazę na inne zabawki.
Z pokrowcem na krzesło imitującym kuchenkę historia była podobna. W kuchni mieliśmy już drewnianą kuchenkę dla dzieci. Jednak często stała nieużywana. Za to była idealnym miejscem do robienia bałaganu i potykania się o nią. Pewnego dnia podjęłam decyzję, kuchnia musi odejść! I wylądowała w pokoju na piętrze. Sama masz dziecko, więc na pewno możesz sobie wyobrazić, że dosłownie godzinę po jej  wyniesieniu Aniela zapragnęła gotować… Nie wyobrażałam sobie ponownego postawienia mebla w kuchni. Zaczęłam szukać innych rozwiązań, bo doskonale zdawałam sobie sprawę, że dzieci uwielbiają zabawy w naśladowanie. Kuchnię mamy otwartą na salon, więc siłą rzeczy dzieci towarzyszą nam w trakcie przygotowywania posiłków. Z pomocą przyszedł wujek Google, kopalnia inspiracji. Znalazłam idealne rozwiązanie dla nas, kuchenka nakładana na krzesło. Kończysz gotować, chowasz ją do szafy. Wilk syty, owca cała. Korporacyjnym językiem rozwiązanie z typu win-win 🙂
Zaczęłam poszukiwania, aby taką kuchenkę zakupić. Niestety nie znalazłam nikogo w Polsce, kto by takie sprzedawał. Zbieg okoliczności, znak? Wtedy zapadła decyzja, kuchenka wchodzi do oferty! Jej wygląd zaprojektowałam w zgodzie ze skandynawskim klimatem, który kocham. W zasadzie każdy produkt projektuje w duchu minimalizmu, w uniwersalnej kolorystyce i wzornictwie. Dodatkowo, zarówno
kuchenki jak i obrusy pakuję w bawełniane plecaki, w których można je przechowywać w szufladzie, gdy zabawa dobiega końca.

Otrzymałaś nagrodę Zabawka Roku 2018! Wielkie gratulacje! Czy możesz zdradzić jak to się stało?

Dziękuję! Zgadza się, mój pokrowiec na krzesło, imitujący kuchnię do zabawy, otrzymał tytuł „Zabawki Roku 2018” w kategorii Zabawka Przedszkolna. Z udziałem w konkursie wiąże się dosyć zabawna historia, która mam wrażenie jest wynikiem wielu „zbiegów okoliczności”. Pamiętam doskonale te kilka dni, kiedy pewne rzeczy działy się jakby obok mnie, niezależnie od moich działań i woli. Wróciłam do prowadzenia działalności 1 września, oczywiście w kwestii promocji i marketingu popełniłam mnóstwo błędów, więc mój powrót w żaden sposób nie był spektakularny 🙂
Kilka dni później potrzebowałam pewnych informacji, które udostępniała na swoim Instagramie Asia Banaszewska. Obserwowałam ją ze swojego prywatnego profilu. Tego dnia zaobserwowałam Asię również z profilu Malinova Anielova. Sprawdziłam to, czego szukałam, odłożyłam telefon i wyszłam z dziećmi na podwórko. Wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy po zaledwie kilkudziesięciu minutach sięgnęłam po telefon i okazało się, że liczba obserwujących mnie osób wzrosła prawie dwukrotnie! Okazało się, że Asia udostępniła jeden z moich postów, zachwycona pomysłem. Dlaczego o tym wspominam? Otóż to właśnie następnego dnia otrzymałam rano e-mail od organizatora konkursu Zabawka Roku. Przypadek? Nie sądzę 🙂 Pamiętam, że na szybko przeczytałam wstęp, pomiędzy myciem zębów ze starszą córką a ubieraniem butów młodszej i wyszłyśmy do przedszkola. Do wiadomości wróciłam po kilku godzinach. Przeczesałam internet w poszukiwaniu informacji o konkursie. Jury składające się z samych gwiazd, które również są rodzicami, światowe i krajowe marki, które każdy z nas zna i niejeden ich produkt zapewne ma w domu. Pierwsza myśl? „Chyba zaszła jakaś pomyłka”. Mam nadal zapisaną moją odpowiedź do organizatora, jeśli pozwolisz, przytoczę jej część: „Nie jestem pewna czy Państwa konkurs jest dla takich firm, jak moja. Nie jestem wielkim producentem zabawek, a jedynie mamą dwóch córek, której zamarzyło się podzielenie się ze światem swoim sposobem na wspólną zabawę.”
Po dłuższej konwersacji, postanowiłam spróbować swoich sił. Nie nastawiałam się na jakiekolwiek wyróżnienie. Już sama propozycja udziału takowym była. Potraktowałam ten konkurs, jako sposób na pokazanie światu moich produktów. W trakcie finału konkursu są obecne media i osoby z branży dziecięcej, po cichu liczyłam, że być może kogoś zainteresuje moja marka.
Zrezygnowałam jednak z osobistego udziału w finale konkursu, z uwagi na ograniczone możliwości logistyczne. Środek tygodnia, przedszkole Anieli i niespełna roczna Dobrusia w domu 🙂 Następnego dnia po finale, weszłam z ciekawości na stronę konkursu. Nie po to, by sprawdzić zwycięzcę, ale zobaczyć, z kim konkurowałam w swojej kategorii. Pamiętam doskonale ten moment, gdy na stronie głównej zobaczyłam swoją kuchenkę, a przy niej logo „Zabawka Roku 2018”. Byłam w szoku! Nadal na samo wspomnienie szeroko się uśmiecham 🙂

Jesteś mamą dwóch wspaniałych córek. Jak godzisz macierzyństwo z pracą zawodową?

Moja praca jest niejako uzupełnieniem naszej codzienności. Dziewczynki chodzą do przedszkola i żłobka. W żaden sposób nie uważam, że na tym tracą, czy przez to jestem gorszą mamą od innych. Jestem zdania, że każda matka zna swoje dziecko najlepiej i wie, co dla niego dobre. Widzę po moich córkach, że obcowanie z rówieśnikami daje im mnóstwo radości. Muszę jednak zaznaczyć, że udało mi się wybrać naprawdę dobre placówki. Mam to szczęście, że odprowadzam dzieci, które same chętnie idą do sali, a odbieram je uśmiechnięte i zadowolone.
Nieocenione jest tutaj również zaangażowanie mojego męża. Jest najlepszym tatą dla naszych córek. Oboje jesteśmy równie głęboko zaangażowani w ich wychowanie. Oczywiście są sytuacje, gdy to ja, jako mama, jestem na pierwszym miejscu. Jednak nie ma u nas problemu z podzieleniem się obowiązkami i opieką nad dziećmi. Oczywiście nie zawsze tak było 🙂 Początki rodzicielstwa były trudne i ciężko było się przestawić na to, że teraz jakiś mały człowiek tak naprawdę organizuje nasz czas. Aktualny stan wymagał od nas wiele pracy, rozmów i zaangażowania obu stron. Nadal również zdarzają się sytuacje „awanturogenne”, ale zdecydowanie rzadziej. Często są również sytuacje, gdy zwyczajnie nie udaje mi się tego pogodzić. Choroba, cięższe dni dziewczynek, inne plany rodzinne. Kiedyś bardzo by mnie takie sytuacje frustrowały, teraz (jak wspominałam wcześniej) staram się z nimi pogodzić. Ewentualne przeszkody, staram się postrzegać jako szanse. Nie wiem, czy wiesz co mam na myśli, ale czasem los stawia na Twojej drodze coś w rodzaju „stopera”, jeśli wykorzystasz ten czas na przemyślenie swoich planów, okazuje się, że byłaś bliska podjęcia złej decyzji lub popełnienia błędu, którego konsekwencje mogłabyś odczuwać przez długi czas. Teraz myślę o takich sytuacjach, podobnie jak o chwilach, gdy próbujesz dziecko nauczyć czegoś nowego, np. załatwiania swoich potrzeb do toalety, a nie w pieluchę. Gdy przechodziłam ten etap z Anielą miałam w głowie jedną myśl, którą kiedyś, gdzieś wyczytałam: „Możesz poświecić kilka miesięcy na nauczenie dziecka czegoś, na co nie jest gotowe. Albo kilka chwil na nauczenie go czegoś, do czego dojrzało”. Jeśli bardzo chcę coś zrobić, ale nie jestem do tego odpowiednio przygotowana, to życie zsyła mi „stoper”,
bym raz jeszcze przemyślała swoje plany, przeanalizowała kolejne jego etapy i wróciła do jego realizacji, gdy będę na to gotowa.
Czasem warto zrobić krok w tył, by móc zrobić dwa do przodu. Tyczy się to każdego obszaru życia.

Co dla Ciebie jako kobiety jest najtrudniejsze w biznesie jak i życiu?

Podleganie ciągłej ocenie przez społeczeństwo. Uważam, że to jest obecnie największy problem, jaki dotyka kobiet. Słyszymy o dyskryminacji kobiet w miejscach pracy, mniejszych zarobkach, zrzucając odpowiedzialność za taki stan na mężczyzn. Moim zdaniem to jednak niestety my, kobiety, mamy najwięcej na sumieniu w tej kwestii. Na pewno spotkałaś się w social media z postawą „cokolwiek nie zrobisz i tak będzie źle”.
Ja niestety spotkałam się z taką oceną osobiście. Bolało. To, że jestem matką nie oznacza, że mam rezygnować z siebie. Ba! Jestem wręcz zdania, że jako matka dwóch córek, w przyszłości kobiet, żon, partnerek, matek, przyjaciółek, powinnam właśnie dbać o to, by zachować siebie, rozwijać swoje pasje i zainteresowania. Presja społeczeństwa, że powinnaś być z dziećmi najdłużej jak się da, ale też powinnaś pracować, żeby nie zostać utrzymanką (w opinii społeczeństwa rzecz jasna), powinnaś dbać o dom, gotować, sprzątać, pamiętać o wyprasowaniu koszuli mężowi, bo przecież jak wyjdzie w niewyprasowanej, to kto temu jest winny? Ty, nie istotne jest to, że miałaś nieprzespaną noc, a Twój mąż ma dwie ręce, być może skończył 3 kierunki studiów albo zarządza wielką korporacją lub programuje dla NASA, więc na pewno poradziłby sobie z obsługą żelazka 🙂
Jak decydujesz się zostać z dziećmi w domu to jesteś mało ambitna, leniwa. Jeśli decydujesz się wrócić do pracy lub (o zgrozo!) założyć własny biznes to jesteś karierowiczka, bezduszna matka. Społeczeństwo zawsze znajdzie coś, do czego można się przyczepić i wbić Ci szpilę.
Nauczyłam się wpuszczać komentarze oceniające moje wybory jednym uchem, a wypuszczać drugim. Nikt za mnie tego życia nie przeżyje. A życie jest krótkie i kruche. Dzieci uczą się, biorąc z nas przykład. Taki przykład chcę dać swoim córkom.
Przytoczę pewną sytuację z naszego domu, która świetnie odzwierciedla nasz stosunek do powyższych stereotypów. Nie umiem za bardzo gotować, gotuję to, co sama lubię. Lubię za to piec. Mój mąż natomiast umie gotować i z tego, co twierdzi również to lubi. Zatem u nas w domu to częściej jego można spotkać przygotowującego obiad, ja skupiam się na słodkościach. Natomiast uwielbiam kosić trawnik! Naprawdę, bardzo mnie to relaksuje. I tak zazwyczaj w sezonie ogrodowym, to ja używam kosiarki. Czasami śmiejemy się, że to naprawdę musi komicznie wyglądać, gdy facet stoi na tarasie opierając się o ścianę i patrzy jak kobieta biega z kosiarką po ogrodzie 🙂

Czy masz jakieś swoje rytuały? np. poranna gimnastyka czy szklanka wody z cytryną po przebudzeniu? 🙂

Muszę przyznać, że rozbawiło mnie to pytanie. Mam mnóstwo pomysłów na moje codzienne rytuały, jednak z wdrożeniem ich w życie różnie bywa.
Pewnego razu postanowiłam wstawać godzinę przed innymi domownikami, żeby na spokojnie mieć czas na ogarnięcie siebie, bez dzieci przy nodze. Drugiego dnia wstałam na tyle wcześniej, że nawet poszłam pobiegać. Tak mi się to spodobało, że trzeciego dnia również wybrałam się na mini jogging. Zauważyłam, że paradoksalnie, wstając wcześniej potrzebuję mniej kaw w ciągu dnia. Byłam tym faktem zachwycona! I
wtedy nadeszła noc, pełnia księżyca, dziewczyny budziły się jedna po drugiej, Dobrusia znowu wylądowała w naszej sypialni. Obudził mnie budzik w momencie, gdy poczułam palec u nogi Dobrawy w swoim uchu… I wtedy poległam, stwierdziłam, że nie ma takiej siły, która mnie z tego łóżka podniesie i każe wyjść, choćby na spacer. Moja kariera biegacza zakończyła się po dwóch próbach.
Kiedyś też postanowiłam pić szklankę wody po przebudzeniu. Dobrze mi szło, wytrwałam 5 dni. Nadeszła sobota, leniwy poranek, czyli pozostanie 5 minut dłużej w łóżku, kosztem spokojnego przygotowania śniadania. Zamiast szklanki wody, na szybko przygotowywana jajecznica, bo musisz wiedzieć, że głodna Dobrawa to alarm, który zapewne słychać u każdego sąsiada 🙂
Jakiś czas temu postanowiłam również, że będę rano ćwiczyć, póki mój umysł nie jest jeszcze w stanie wymyśleć setki wymówek. Jak do tej pory na postanowieniu się skończyło 🙂
Szczerze podziwiam kobiety, które mają swoje poranne rytuały i są w tym wytrwałe. Moja wytrwałość w tej kwestii to zdecydowanie moja pięta Achillesowa.

Kto jest dla Ciebie największą inspiracją?

Na co dzień inspiruję się zwykłymi dziewczynami, kobietami, które swoim uporem, zaangażowaniem i wiarą w siebie spełniają własne marzenia. Konsekwencji w dążeniu do realizacji marzeń i planów staram uczyć się od Nicole mamaginekolog. Złapałam się na tym, że coraz częściej powtarzam sobie „Bądź realistką, zacznij marzyć”, w chwilach, gdy zaczynam wątpić w sens moich planów.
W biznesie warto być też asertywnym, by nie zbaczać z wyznaczonej drogi. Boginią asertywności jest dla mnie Ola Budzyńska.
A gdy zaczynam tracić serce do social media to zawsze zaglądam na profil Asi jbanaszewska i Agnieszki babie_lato. Dziewczyny prowadzą świetne profile na Instagramie, ale otwarcie mówią też o cieniach takiej działalności, o zmęczeniu, które również je ogarnia czy zwykłej codzienności, która przecież potrafi przytłoczyć. Jednak zawsze się podnoszą i wracają z tą samą energią, która jest zaraźliwa.

Jakie są Twoje plany na przyszłość? W jakim kierunku chcesz się rozwijać? Gdzie widzisz swoją markę za 5 lat?

Aktualnie mam swój sklep internetowy (www.malinovaanielova.pl). Za jego pośrednictwem prowadzę sprzedaż na terenie kraju. Osoby mieszkające w Austrii i Niemczech mogą moje produkty zamówić za pośrednictwem sklepu Family Concept Store (www.familyconceptstore.com).
Dwa razy do roku staram się pojawiać na targach branżowych. W listopadzie będę na takim evencie pierwszy raz poza Krakowem. Korzystając z okazji zapraszam na targi Trends4Kids, które odbędą się 10 listopada w Gliwicach.
Do końca roku planuję również wprowadzić do oferty kolekcję Boho. Do sprzedaży trafi kuchnia, która jest moim bestsellerem, pufa – pokrowiec oraz mata do pokoju, zaprojektowane w stylu boho. Kolorystyka w odcieniach beżu, drewniane dodatki oraz frędzle.
Kolejnym krokiem jest uruchomienie sprzedaży na rynek skandynawski. Na początku za pośrednictwem platform sprzedażowych, docelowo chciałabym uruchomić własny sklep internetowy dla krajów skandynawskich. W tym momencie mierzę się z organizację sprzedaży do Norwegii, która nie należy do UE. Uruchomiłam również blog, na którym chciałabym dzielić się swoimi pomysłami na minimalistyczne, ale
maksymalnie funkcjonalne rozwiązania dla domu, w którym są dzieci :)oraz dla osób, które często podróżują.
Gdzie widzę swoją markę za 5 lat? Może to zabrzmi szalenie, ale w końcu to właśnie szalone rzeczy powinny być naszymi marzeniami (te mniej szalone to nic innego, jak plany :)). Za 5 lat widzę produkty Malinova Anielova dostępne w multibrandowych sklepach internetowych oraz stacjonarnych. Za 5 lat będę marką, która jednoznacznie będzie kojarzyć się z miłymi dla oka, ale maksymalnie funkcjonalnymi rozwiązaniami dla rodzin, kompaktowych mieszkań, osób podróżujących po świecie zarówno z dziećmi, ale również tych bezdzietnych.

Dziękuję za inspirującą rozmowę 🙂